Otaczając się marzycielami nie zapewnisz sobie wymarzonego życia. Galeria

Close Notification
Open Notification

Pancernie

Igrzyska Olimpijskie oznaczają amok gromadzenia medali. Nieważne w czym i za co. Medal jest medal i należy gromadzić go w worze. A wór powinien pobrzękiwać, oznajmiając dostatek i powodzenie. Z tym jest jednak kłopot, bo jak na ponad dwustuosobową ekipę polską, wyznaczoną do napełniania wora, liczba medali jest zaledwie jednocyfrowa. Z kolei marudzić, że dostajemy w rzyć historycznie – też nie można, bo coś tam skubnęliśmy. Zatem jak na amok i drogi szampan za mało, a jak na uchlanie się gorzałą z rozpaczy, za dużo. A Polak lubi jasne sytuacje.

Kibic musi wiedzieć, czy ma biegać na lotnisko i ryczeć patriotycznie „Polska! Biało-Czerwoni!” czy domagać się zamknięcia danej sekcji sportowej i reszty obiektów z jakich ta sekcja korzysta. Tymczasem od dekad nie można ustalić, jaki jest wynik igrzysk. Skoro klęska winnych należałoby znaleźć i przykładnie ukarać, jeśli sukces, zwycięzców wypadałoby nagrodzić i przykładnie upić. Mamy zwyczaj narodowego odbijania się od bandy zewnętrznej bądź wewnętrznej. Stany pośrednie tolerujemy niechętnie. Albo mistrzostwo świata, albo won patałachy. Jednym słowem dyskomfort.

Trudno pojąć łkanie komentatorów sportowych nad brązowym medalistą olimpijskim w dźwiganiu ciężarów, który w zasadzie ani turnieju  nie wygrał, ani nie przegrał. W ogóle łkanie (choćby z zachwytu), zapiewanie i rozpływanie się nad polskimi medalistami z Londynu brzmi średnio. Jak tu wylewać tkliwości nad pacholętami co sztangami ciskają? Zagony pancerne, złożone z gór mięśni zwykle wyższych uczuć nie wzbudzają.

A my z naszymi sukcesami wyraźnie przesuwamy się coraz bardziej w stronę sportów pancernych. Ciężarowcy zastąpili biegaczy, zapaśnicy jeźdźców albo skoczków.  Przesada? Fakt, zwykle łamignaty coś zdobywali, nawet więcej niż obecnie, ale ponieważ inni nie zdobywają wcale, doszło do dysproporcji. Na korzyść pancernych. Kulomiota już kiedyś mieliśmy mocnego na igrzyskach, ale dawno i jednorazowego. Liczniejsze medale pływaków lub szermierzy przytłaczały jego osiągnięcia i dało się to wypośrodkować. Teraz się nie daje. Wyodrębniona grupa medalistów z Londynu przepędziłaby bez trudu chuliganów osiedlowych spod monopolowego.

Może lżejsze sporty okazują się zbyt finezyjne dla Polaka? Ten włada najchętniej przedmiotem o gabarytach i wadze od kłonicy wzwyż. Inne jakoś nie leżą dobrze w rękach. Trudno w skali kłonicowej zaklasyfikować wiosło, ale w zawodach wymagających posługiwania się nim albo przegrywamy z kretesem albo medal okupujemy omdleniami. Nadzieja, że nasze cztery kajakarki może coś wygrają, nie mdlejąc.

Wygrywamy także w dyscyplinach, o których mało kto słyszał. Ze strzelaniem z karabinka to kibic obcuje w filmach i wiadomościach, ale przeważnie tych niesportowych. Im bardziej egzotyczna konkurencja, tym mniej obstawiona przez zagraniczniaków i o medal niby łatwiej. Trzeba zadbać o wprowadzenie do igrzysk popychania piłeczki nosem do dołka oraz indywidualnego i zbiorowego obalania flaszki. W tej dziedzinie mamy tradycje, potencjał i wiele obiektów do trenowania. Ponadto przy umiejętnym podziale konkurencji na męską i żeńską oraz na zespołową i indywidualną z uwzględnieniem osobnych kategorii 0,5 oraz 0,75 i klasycznej 1 w rozgraniczeniu spożycia na czas i na ilość, byłaby okazja uzyskać dwucyfrowy wynik medalowy z jednej dyscypliny, a wtedy zobaczylibyśmy, czy Phelphs jest olimpijczykiem wszech-czasów.

Specjalizując się w egzotyce, moczymy ponoć w tych popularniejszych dyscyplinach, jak gry zespołowe. One przyciągają uwagę kibiców i tym samym są oczkiem w głowie zagranicznych ekip. A nam rywalizacja z nimi zazwyczaj nie wychodzi. Dlatego, że zanim dokopie się wspólnie innym, trzeba dogadać się między sobą, a to jak wiadomo jest czynność uwłaczająca godności nie tylko  sportowców, ale także przeciętnych obywateli naszego kraju. Cztery lata temu z zapartym tchem śledziliśmy dramat w odcinkach pt. „Leją naszych szczypiornistów”, w tym wyświetlają właśnie odcinki podobnego serialu „Nasi pod siatką”.

Inne drużyny dwupłciowe, piłkarskie, koszykowe nie zakwalifikowały się do turnieju w Londynie.  I niewiele sugeruje, iżby w przyszłości miało się coś zmienić. Istotą naszego funkcjonowania w świecie sportu jest niezmiennie armia działaczy, która pod byle jakim pretekstem poleci z armią sportowców, aby polecieć. Ktoś zawsze coś zdobędzie na alibi. Wbrew radykałom i niepoprawnym optymistom. Wyprawa nie zakończy się katastrofą, która zmusiłaby nas do radykalnej reformy sportu, nie będzie również zwycięstw na wszystkich frontach, na których walczy ponad dwustuosobowa kadra. Będzie jak zwykle, czyli nijak.

Warto byłoby policzyć, ilu działaczy PKOl i związków sportowych oraz innych pokrewnych środowisk, którzy znaleźli się w Londynie, przypadło na jeden zdobyty medal.

Magic

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 5.0/5 (głosujących: 2)

Pancernie, 5.0 out of 5 based on 2 ratings

Komentarzy (0)