Otaczając się marzycielami nie zapewnisz sobie wymarzonego życia. Galeria

Close Notification
Open Notification

Czy leci z nami Mucha?

Igrzyska Olimpijskie mają wciąż dużą siłę rażenia czy jak kto woli oddziaływania. Tak jak cztery lata temu i tak jak osiem lat temu, i tak jak wiele, wiele lat temu, po zakończeniu igrzysk udało nam się zreflektować, że inne kraje radzą sobie od nas lepiej w zdobywaniu medali olimpijskich. O tym, że lepiej skonstatować tę oczywistość późno niż wcale, przekonywała na specjalnym, poigrzyskowym wystąpieniu Pani Ministra Joanna Mucha.

Zapowiedziała rewolucyjne zmiany w polskim sporcie. Ma zamiar uruchomić programu, który pozwoli zdobyć Polakom więcej medali i to już za osiem lat. A pewną poprawę będziemy mogli zauważyć już za cztery lata. Docelowo programowe zmiany zapewnią Polsce sukcesy olimpijskie już za lat 16. Cykl zakłada bowiem miażdżące zwycięstwa biało-czerwonych na kolejnych letnich igrzyskach olimpijskich. Ciekawe, jak ów program odnosi się do dyscyplin zimowych… Chyba, że i tak nie ma to większego znaczenia, gdyż u nas nie udało się zrealizować żadnego programu, który był założony na dłużej niż trwa jedna kadencja partii rządzącej w Sejmie.

Ale póki co… szczegółów nawet dla tego światłego planu nie ma. Powołany został natomiast zespół ekspertów, który ma rozmawiać z nauczycielami wychowania fizycznego we wszystkich województwach! W skład zespołu wchodzą czy też dopiero wejdą nasi letni  medaliści olimpijscy. Postanowione zostało, jak zapowiedziała Pani Ministra, że postawimy na rozwój dyscyplin wybranych, czyli takich, w których mamy największe szanse na zdobywanie medali. Które to dyscypliny? Otóż ma o tym zadecydować ocena programów przygotowanych przez związki poszczególnych dyscyplin.

W domyśle tej zapowiedzi pozostaje założenie, że szefowie tychże związków mają ruszyć zmurszałymi głowami i opracować innowacyjne, nowoczesne programy, które przekonają ekspertów (khe, khe, khe) w ministerstwie do przekazania środków państwowych na rozwój, uprawianie i inne takie związane z reprezentowaną przez nich dyscypliną sportową. Pierwszeństwo w otrzymywaniu kasy państwowej będą miały związki reprezentujące dyscypliny, w których  z kolei o medale będzie Polakom najłatwiej.

Po wysłuchaniu takich przełomowych konstatacji, trudno oprzeć się wrażeniu, że szał olimpijski wyraźnie niektórym zaszkodził. Wynika z tego, że już wkrótce za sprawą polityki rządu będziemy potęgą w grze w pchełki, cymbergaju, podnoszeniu ciężarów, wyścigach w workach i kopaniu zośki oraz kilku innych równie popularnych, spektakularnych i atrakcyjnych sportach. Każdy przygłup wioskowy, a nie aż znakomity prezes sportowego związku dowiedzie, gdzie o medale najłatwiej. Bo pies z kulawą nogą nie chce tych dyscyplin uprawiać, bo nie można na nich zarobić, a polski rząd będzie jedną z nielicznych instytucji hojnie sypiących kasę na rzecz siłujących się na rękę czy strzelających z rurki do dzbanka.   Wymienione dyscypliny nie wymagają ponadto zbyt wielu inwestycji w hale, sprzęt i szkoleniowców. Ponadto idealnie nadają się do igrzysk olimpijskich, które gromadzą dyscypliny zamierające i nigdzie indziej niechciane.

Prezes Grzegorz Lato to już biedny nie tylko spać, ale i pić nie może, słuchając założeń Pani Ministry. Ani chybi na najbliższym zjeździe kwestię wyborów nowego prezesa PZPN odłoży na dalszy plan, by uczynić priorytetowym spełnienie założeń programu związku piłkarskiego w oczach ekspertów (khe, khe, khe) ministerialnych.

Kluby piłki ręcznej też pewnie poupadają, gdy ministerstwo stwierdzi, że stawianie na tę dyscyplinę jest zbyt ryzykowne, kosztochłonne i oznacza zmagania ze zbyt silną konkurencją francusko-bałkańsko-skandynawską. Już drżą siatkarze, koszykarze i kolarze. Kasy państwowej nie powąchają, bo w zestawieniu z taką kulomiotką ich szanse na medal w Rio są – powiedzmy to sobie szczerze – żadne. Ale co kogo obchodzi widowiskowość czy popularność. Jak kończą się igrzyska, podlicza się medale, a igrzyska kończą się co kadencja w Sejmie, więc sprawa jest niebagatelna. Dlatego Pani Ministra Joanna Mucha zaproponowała wizję sportu, w której państwo płaci wybrańcom ludu, by ci zwyciężali na chwałę państwa i ku uciesze gawiedzi. Celem jest worek medali.

Trudno z tą koncepcją dyskutować, bo koncepcje, jak wiadomo bywają różne i zależą od stopnia upojenia różnymi pożywkami. Światła Londynu także mogą nieźle namieszać w głowie. Sport w ostatnich latach mocno się skomercjalizował, czyli zarabia sam na siebie i to całkiem nieźle, bez udziału jakichkolwiek pieniędzy państwowych. Oczywiście nie cały. Są dyscypliny, za oglądanie których ludzie i media chcą płacić ciężkie pieniądze, a są takie, na które kibiców ciężko zagonić – nawet za pomocą łapanek ulicznych. Zatem cały plan Muchy wynika z poolimpijskiej frustracji medalowej, a nie ze zdrowego rozsądku w ocenie położenia, sytuacji i możliwości polskiego sportu. Największym problemem Pani Ministry jest nie to, że jesteśmy słabi w dyscyplinach popularnych, tylko że jesteśmy słabi w niepopularnych, gdzie łatwiej o medale. Zamiast reglamentować pieniądze na zasadzie wszystko albo nic, warto najpierw zadbać o warunki, aby dyscypliny, które cieszą się powodzeniem mogły się rozwijać same. Na przykład taki speedway ma się w Polsce całkiem nieźle i bez igrzysk olimpijskich. Wielki potencjał ma zaniedbywany u nas od lat tenis, w którego prawie nikt nad Wisłą nie umiał grać.  Mógłby mieć rzesze kibiców, gdyby rodzina Radwańskich była liczniejsza. Dlatego warto inwestować w zapaleńców typu Radwańscy, niż w związek tenisowy, który przedłoży program pozyskiwania medali ekspertom (khe, khe, khe) ministerialnym.

Kłopot od zawsze jest z tymi, którzy nie wzbudzają niczyjego zainteresowania, a jedyną okazją, kiedy mogą o swoim  istnieniu przypomnieć są igrzyska olimpijskie. Wtedy dowiadujemy się, że są i wciąż wymagają szczególnej troski, gdyż w rywalizacji z innymi nie rokują, że przetrwają samodzielnie. Chyba do tych właśnie pływaków, wioślarzy, biegaczy, kolarzy torowych, łuczników, oszczepników, maratończyków, skierowany jest ów program rozwojowy.

Jest jednak nadzieja, że polska opieszałość, niekonsekwencja i burzowe zmiany w opcji rządzącej jak zwykle nie pozwolą konsekwentnie go zrealizować w okresie nie tylko 16 lat, ale nawet czterech.

Magic

 

VN:F [1.9.22_1171]
Ocena: 5.0/5 (głosujących: 1)

Czy leci z nami Mucha?, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Komentarzy (0)